Wszyscy jesteśmy naiwniakami

Obejrzałam film dokumentalny z 1995 roku, „Synthetic Pleasures”. Czego tu nie ma: modyfikacje ciała, wirtualne światy, Internet jako kraina nieograniczonej wolności (zwłaszcza erotycznej). Zrobiło mi się smutno. Straszne były z nas naiwniaki.

Dziewiętnaście lat temu wierzyliśmy w przyszłość. Może trochę nas przerażała, może trochę martwiło nas, że wszystko będzie syntetyczne, a świat mogą opanować cyborgi, ale na dłuższą metę nadchodzące wielkimi krokami nowe stulecie prezentowało się obiecująco. Tak przynajmniej wynika z filmu dokumentalnego Iary Lee „Synthetic Pleasures” z roku 1995. To wycieczka po nowym, lepszym świecie technologii. Odwiedzamy parki rozrywki w Japonii, w których symuluje się naturę w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach, poznajemy entuzjastów modyfikacji ciała i tzw. smart drugs, czyli substancji poprawiających funkcjonowanie mózgu.

Niektóre wątki poruszane w filmie wyglądają dzisiaj zupełnie znajomo i normalnie. Internet nie jest już „światem równoległym”, ale narzędziem, z którego korzystamy na co dzień – i to niekoniecznie po to, żeby poszerzyć horyzonty (od czasu słynnego „Wiecznego września” 1993 roku, kiedy Usenet został udostępniony zwyczajnym konsumentom, niekoniecznie obeznanym z komputerami, Internet stawał się coraz bardziej rozrywkowym medium).

Trudno się nie uśmiechnąć, kiedy dwóch nerdów z San Francisco opowiada o tym, jak niesamowicie jest mieszkać w „chacie maniaków komputerowych”, tzn. domu, w którym każdy stawia na stole własny komputer podłączony do sieci – tak w końcu wyglądają dzisiaj nasze domy. Cyberseks, któremu oczywiście poświęcono w filmie sporo miejsca, też oferuje entuzjastom wiele, od starych dobrych czatów po interaktywnych partnerów 3D.

Ale jednocześnie bardzo wiele się zmieniło. Co się stało z naszymi marzeniami? Chyba wszyscy wiemy: nadszedł krach bańki dotcomowej, ataki z 11 września, a późniejszy zachwyt nad swobodą wypowiedzi Web 2.0 ustąpił ostrożności, gdy uświadomiliśmy sobie, że pluskamy się w tej wolności pod okiem Wielkiego Brata, a nasze dane są na sprzedaż. Z nowymi technologiami przyszły nowe kłopoty. Gdy masowo uzbroiliśmy się w komórki, a później smartfony, okazało się, że możliwość ciągłego bycia w kontakcie może być uciążliwą smyczą. Teraz mamy pracę, która nigdy się nie kończy (bo zawsze można odebrać jeszcze jednego maila po godzinach), czas, nad którym nie panujemy (i nauczyliśmy się nowego słowa: prokrastynacja), a oprócz znajomych trolli i stalkerów.

Jaron Lanier, jeden z pionierskich twórców rzeczywistości wirtualnej, który w filmie jest pełen optymizmu, dzisiaj należy do sceptyków i krytykuje Internet (zwłaszcza narzędzia Web 2.0) za to, że z demokracji zmieniły się we władzę ogłupiałego tłumu. Guru epoki hippisowskiej Timothy Leary, który w sędziwym wieku zachwycał się rewolucyjnymi możliwościami Internetu, nie dożył epoki, w której sieć zmieniła się w wielką przestrzeń reklamową.

Na początku dokumentu padają znamienne słowa o tym, że człowiek różni się od innych istot tym, że wciąż jest niezadowolony ze swojego położenia, niedobrze czuje się w „naturze”, wierci się i kręci, i szuka sposobów, jak coś ulepszyć i naprawić. Dlatego wymyśla nowe rozwiązania technologiczne, które pozwolą mu przekroczyć własne ograniczenia. Dzisiaj takie optymistyczne myślenie uchodzi pewnie za naiwne, skoro triumfy święci socjobiologia i tłumaczenie swoich zachowań, zwłaszcza tych mniej przyzwoitych tym, że tak podobno robili jaskiniowcy. Bohaterowie filmu Lee, którzy z radością wcinają „smart drugs”, mogliby się zdziwić, dowiadując się, że dzisiaj substancje, które zażywali po to, żeby stać się „doskonalszym człowiekiem” (cokolwiek to miałoby znaczyć), dzisiaj łykają garściami uczniowie po to, żeby sprawniej biec w wyścigu szczurów.

Zobacz również: LG InnoFest

Smutne to konkluzje, oczywiście. Ale film obejrzeć warto. Chociażby po to, żeby przypomnieć sobie, że kiedyś mieliśmy przyszłość i jakieś nadzieje.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Puzzle Keyboard. Nie używasz klawisza? Wyrzuć go! Project Christine: modułowy pecet Razera. Historia zatoczyła koło! Od dziś na Gadżetomanii dyskutujemy na Disqusie Bang & Olufsen Beosound Essence – magiczny krążek kontrolujący muzykę Parrot MiniDrone i Jumping Sumo – drony kontrolowane smartfonem Edison – Intel prezentuje komputer wielkości karty SD 5 hitów CES 2014. Chcę mieć te rzeczy już dziś! Bendable TV. Giętki ekran w telewizorze Samsunga. Po co? Ninja Sphere - anioł stróż w domu pełnym gadżetów Tao WellShell – izometryczna siłownia, którą zmieścisz w kieszeni iOptik – soczewka kontaktowa z rzeczywistością rozszerzoną Kolibree: nawet szczoteczka do zębów musi być smart. Przesada? Czy latające drony-listonosze Amazonu to dobry pomysł? CES 2014: Snapdragon z czułym uchem, trzecie życie webOS i rozmowy z pralką „Nie jestem w nastroju, nie zbliżać się!”. Futurystyczny sweter GER Mood Sweater pokaże, jak się czujesz Na skrzydłach Pegasusa. Od „Randki w ciemno” do Hoop Coli Inteligentne zegarki, okulary, staniki. Technologiczna rewolucja czy gadżety dla szpanerów? [Waszym zdaniem] Jak działa bomba atomowa? Oto rekonstrukcja nalotu na Hiroszimę Asus Xonar Essence STU – audiofilskie brzmienie w rozsądnej cenie [test] ZUS na YouTube, czyli 54 subskrybentów w ciągu 1,5 roku. A my za to płacimy! Elektronika prosto z drukarki 3D? Tak, ale z DRM! T-Tris uratuje życie fotografom alkoholikom